Słów kilka o Galerii Chmiela

„Przeszłość pozostaje w nas na zawsze
Budzi się w nas bez ostrzeżenia na
Widok dziecięcego rysunku albo
Zapomnianej fotografii.

Nie opuszcza nas nawet wtedy,
Kiedy zasypiamy.


Z nich powstają nasze marzenia.”
Daniel Easterman

„Ku dobremu”
Krzysztof Myszkowski

„Zimowe wieczory to najlepsza pora na odpoczynek. Padający za oknem śnieg i atmosfera domu pełnego ciepła i dźwięków sprawiają, że oddajemy się przeróżnym marzeniom- wiadomo, nie zawsze realnym. Rankiem przeważnie zapominamy o wszystkim, jesteśmy wypoczęci, a co za tym idzie- mózg nasz pracuje trzeźwiej.
Kiedy jednak następnego dnia tkwimy w słuszności wieczornych urojeń, bądźmy pewni- jest to znak, że nad sprawą warto pomyśleć, nawet jeśli wszystko wydaje się kompletną bzdurą, po prostu w myśl zasady, że tylko to, co na pozór głupie i szalone, jest naprawdę coś warte…”
Wstęp „Pojedynek z Syberią” Romuald Koperski

„Lepiej mieć trudny charakter, niż nie mieć go w ogóle”.
P.Chmielewski


Zaczęło się to wszystko pięć lat temu, kiedy to po swojej pierwszej wystawie fotograficznej ( „Po prostu wyjedźcie w Bieszczady” Wieluński Dom Kultury), razem z czwórką przyjaciół (Robert Pawłowski, Darek Szymanek, Piotr Chudy i swoim samochodem Krzysiek Gagatek) poczciwym Polonezem Biesczadem pomknęliśmy „ku połoninom”. Pracowite dni przepięknej wędrówki zaowocowały wystawą „Nie zadepczcie połonin” organizowaną również przez Wieluński Dom Kultury. Wielu pamięta, że wystawę uświetnił występ zespołu Bohema. Potem następne: „Bieszczadzkie cerkwie” ( wtedy po raz pierwszy w Wieluniu gościliśmy zespół Stare Dobre Małżeństwo) i wystawa tematyczna ( Gorce, Beskid Wyspowy)”Między Limanową a Tymbarkiem”. Dużo informacji na ten temat pojawiało się na łamach „PULSU Wielunia”. Ogromnie się cieszyliśmy z faktu, że promocja Bieszczad w regionie łódzkim- działa w obie strony. Wielu z Państwa byłoby zaskoczonych faktem rozpoznawalności tych dwóch wydawnictw ( bo od lutego 2008- również PULSU Sieradza) na terenie Bieszczad i polskich Beskidów. Jak się domyślacie, ogromne ilości zdjęci i wspomnienia zalegały „domowy kącik Chmiela” stopniowo ograniczając jego przestrzeń życiową- a przede wszystkim dostęp do klawiatury komputera. A przecież Red. Nacz.- pisać musi!

Naprzeciw moim „rozterkom” wyszedł informatyk Łukasz Hodana, który zaproponował pomysł zamieszczenia zdjęć na stronach internetowych obu gazet pod nazwą „Galeria Chmiela”. W ten sposób mogłem dzielić się z Państwem ogromem wszelakich emocji, odczuć, które towarzyszą fotografowi podczas robienia reportażu.

Mimo wszystko, nie odda tego, nawet cała strona w gazecie. I cóż, że w 14 tysiącach egzemplarzach?

Jak mam np. wyjaśnić w gazecie zdjęcie roześmianej buzi Leszka Czyżewskiego, który w rozpiętej kurtce, z dwoma termosami- pomimo nieprzyjaznej pogody, cały rozpromieniony i szczęśliwym, że przywiózł zmarzniętym pielgrzymom bigos, gorące żeberka na Odpust w Cerkwi Łopieńskiej- maszeruje do samochodu starając się utrzymać chwiejną równowagę, na błotnistej bieszczadzkiej dróżce, która czekała aż cały rok- na przejście tysięcy stóp. Tego niestety Państwu w gazecie nie pokarzę. Na portalu mogłem.

Jednak wszystko co dobre się kończy, hm, miejsce na Galerii zaczęło się kurczyć, a nasze chęci propagowania myśli Krzysia Myszkowskiego „Ku dobremu” zaczęły dopiero rozwijać swoje skrzydła. Anielskie z bieszczadzkim Zakapiorskim kapeluszem na głowie. Zaangażowaliśmy się w Bieszczadzkie Anioły, i za ten dzień, kiedy nas Dobry Pan Bóg do tego natchnął- zawsze będziemy dziękować. Będziemy długo iść po śladach zostawionych przez SDM, Wojtka Bellona, Jerzego Harasymowicza, Władka Nadopty. To nasza droga i wspólna wędrówka. Przez dojrzałe życie.

Współpraca jaką nawiązałem z Piotrem Pabisiakiem zaowocowała właśnie stroną chmielu.com.pl, którą Państwu z ogromną radością i życzliwością- oddaję.

Uwidoczniła się na niej (na pewno trudno to ukryć) moja tęsknota do podróż i wypraw 4x4. Na moje usprawiedliwienie powiem tylko, że w swoim szczenięcym życiu- mojej babci się nie przelewało. Książki, to były dla mnie jedyne zabawki po które mogłem bez uszczerbku dla domowego budżetu sięgać. Czytanie podróży Tomka Wilkowskiego, bohaterów Verne’go było mi szynką, którą sobie kładłem na codzienną pajdę chleba. I tak na tym wikcie utłuczony i upasiony przeczytałem „Pojedynek z Syberią” Romualda Koperskiego. Co dalej…na zdjęciach widać: „po chłopie”.

Wiem jedno, ze ta strona na pewno łączy dwa miejsca na ziemi, które przez prawie 60 lat były pomijane przez historie: Wieluń i Bieszczady. I wiem jedno, że łączy je nie poprzez fakty historyczne, ale poprzez żywych ludzi, dla których przyjaźń znaczy bardzo wiele, a może i wszystko. Nawet teraz, kiedy to piszę- strasznie za Wami tęsknie. Pozostanie po Nas więcej „oprócz pożółkłych fotografii”.